Stoi w drzwiach.
Buty już założone. Plecak spakowany.
I nagle cisza.
„Dlaczego?” — pada automatycznie.
„Bo nie.”
I tyle.
Nie powie, że wczoraj ktoś się nie odezwał.
Że nie wie, jak podejść do grupy.
Że wszystko przeżywa bardziej, niż potrafi unieść.
Czasem nie powie nic.
A my — dorośli — próbujemy zgadywać.
Czy to nieśmiałość?
Czy „taki charakter”?
Czy minie?
A czasem to po prostu, po ludzku, brakuje nam narzędzi.
Bo nikt wcześniej nie pokazał:
jak wejść w relację
jak powiedzieć „nie”
jak poradzić sobie z tym, co dzieje się w środku
I to nie jest coś, co „samo przychodzi z wiekiem”.
Tego można się nauczyć.
I można to zrobić spokojnie.
Bez presji.
W swoim tempie. 
Coraz częściej myślę o tym, jak bardzo dzieci potrzebują dziś takich miejsc. Miejsc, w których nie muszą udawać, a ktoś naprawdę widzi, co się za tym „nie chcę” kryje. 
Jeśli jako rodzic znasz takie momenty —
to wiedz, że nie jesteś w tym sam/a. 
