Wczoraj w naszym Klubie Młodzieżowym Vibe Lazarus przeżyliśmy coś naprawdę wyjątkowego – te chwile, kiedy dzieciaki biorą nożyczki w dłonie i zaczynają wycinać swoje przyszłości z gazet, to czysta magia! 
Dzieci stworzyły swoje „mapy marzeń” I wiecie co? Warto to robić, bo w dzisiejszym świecie, gdzie wszystko dzieje się na ekranie, taka zabawa przypomina, jak ważne jest dotykanie własnych marzeń rękami.
Dlaczego te mapy są takie cenne?
Bo to nie tylko zabawa – to narzędzie, które pomaga wizualizować cele. Badania z neuronauki pokazują, że gdy wyobrażamy sobie sukces, nasz mózg reaguje tak, jakby to już się działo.
Dla dzieciaków to buduje pewność siebie w czasach, gdy media społecznościowe wciskają im gotowe ideały. A my, dorośli? Obserwując to, sami się inspirujemy. Ja na przykład pomyślałam: „Hej, a kiedy ja ostatni raz odświeżyłam swoje marzenia?” Bo życie dorosłe często zamienia je w codzienną rutynę – rachunki, praca, obowiązki. Ale tworząc mapę, przypominamy sobie, że marzenia ewoluują, rosną i czasem zmieniają kierunek. To nie egoizm, to inwestycja w siebie, która potem pomaga innym. 
Regularne takie ćwiczenia budują też odporność psychiczną – badania z psychologii pozytywnej mówią, że ludzie dzielący się marzeniami osiągają je częściej, bo grupa daje motywację. Wczoraj po wyklejankach wyszliśmy na boisko, gdzie rzuty do kosza stały się symbolem „rzucania się” w cele. Śmiech, rozmowy, wsparcie – to tworzy prawdziwą społeczność marzycieli. 










